Nie wiem nawet jak zaczac...poraz kolejny robie podejscie do napisania w miare sensownego posta i poraz kolejny dochodze do stwierdzenia ze nie bylo mnie w tych obszarach dobrych kilka tygodni, miesiecy?Sprawy standardowo sie skomplikowaly i troszkie mnie zawialo po roznych zakatkach tego wspanialego kontynentu...ale jak to sie zawsze konczy...skonczylo sie na wyspach, a dokladnie w Londynie miescie cudów. Pomijam ze co druga osoba pyta sie co mi odbilo przyjezdzac do UK kiedy kierunek migracji jest dokladnie w odwrotna strone. Trosze mnie to cieszy prawde mówiac... ten obrót spraw i ludzkich cial oczywiscie.
Dzieki wspanialej, pomocnej Karolinie T. pseudonim ~Kaja~ zostalem zatrudniony w hostelu coby zarobic pieniadze i podniesc kwalifikacje moje zyciowe...w hostelu co (i ty moja droga i ja o tym wiem ) jest idelanym przykladem tzw. "kolosa na glinianych nogach", no ale co tam w dobie pseudo kryzysu trzeba cos robic i za cos zyc i dzieki ci Panie ze nie jest to stawianie namiotów na wystawy psów itd...
Poza znalezieniem pracy i tymczasowym zapewnieniu sobie przyplywu kolorowych papierkow na ktorych widnieje usmiechnieta starsza Panii udalo mi sie w koncu... w koncu...w koncu zlozyc rower co go szumnie zwa fixie! Tutaj ukolny dla Kuby co juz nie jednego garba zjadl na ulicach wielkiego londynu i nie jeden raz pod prad jechal...(ale bez trzymania kierownicy nie potrafi jezdzic). Wiec Kuba byl tak dobry ze mnie troche kasy pozyczyl cobysmy mogli se razem posmigac w tej metropolii pinta i frytkami plynacej...uklony za to! Jest kilka osób które wiedza jak wielka pasja darze ten rodzaj rowerów... wiec mam i jezdze i ciesze sie jak dziecko.
No a co mnie wkurwia:
- mój towarzysz pracy co tu keidys sprzatal ale byly na niego skargi ze olewal wszystko i gral w karty z ludzmi wiec w nagrode awansowano go na recepcje WTFC?
- zmasowana inwazja francuzów co jak sie im mówi ze sie po francusku nie szprecha to wielce obrazeni....i to ich " am soriiii i cant open my room am french am sorii" kurwaaaaa oszalec mozna!
- take awaye co sie od nich uzaleznilem i nie ma opcji jak dziennie czegos samzonego nie wszamie...
-ze knajpy do 1.30 otwarte...no to naprawde smutne!Trzeba na skwerkach sie potem dokanczac puszkami stelli.
- manger no ale co tu duzo pisac oni poprostu sa do tego stworzeni, a ten to juz wybitnie...
- to ze sie zmywa kuba z ladka i ciul chyba sam tu zostane...
- ze tu zawsze taka sama pogoda "almost sunny"
- ze dziewczyna z yellow obiecalem trase zaplanowac dookoloa swiata i nic w tym kierunku nie zrobilem...:(
Na tyle... bedzie wiecej, obiecuje!
wtorek, 14 kwietnia 2009
piątek, 11 kwietnia 2008
No...3 miesiące bez posta na blogu. Człowiek czuje się jakoś tak lżej.Zrobiło się ciepło, dalej zapierdalam w pracy na łikendy kiedy inni się bawią, nie skończyłem do tej pory studiów oraz nie wysłałem jeszcze pitu, nie dorobiłem się fortuny, nie kupiłem domu, dalej pedałuje na rowerze, często spędzam noce w knajpie (jak nie pracuje oczywiście), nie chodze do kościoła, jestem miły dla klientów (od niektórych dostaje nawet listy), dalej nie stać mnie na wyjazd do Nowego Jorku, nic nie złamałem ani nie przeszedłem żadnej choroby od ostatniego posta, kot domowy jest o wiele większy i nauczyłem go aportować (ale tylko reklamówki z avity), planuje całą wiosnę spędzić z sąsiadem na balkonie pijąc piwo, paląc papierosy i oglądając samoloty, mam internet w mieszkaniu z czego wcale sie nie ciesze, nie ożeniłem się i nie planuje już chyba nigdy, dalej mam telefon komórkowy a nie chce go mieć...
chce wyjechać bo się nudze w tym mieście i jestem pod wrażeniem ludzi którzy zakładają rodziny i żyją całe życie w jednym miejscu...
kłaniam się
chce wyjechać bo się nudze w tym mieście i jestem pod wrażeniem ludzi którzy zakładają rodziny i żyją całe życie w jednym miejscu...
kłaniam się
piątek, 4 stycznia 2008
IAN
"Więc tak już będzie – duma zniszczyła miłość
Co kiedyś było niewinnością, przekręciło się
Wisi nade mną chmura i znaczy każdy mój ruch
A głęboko w mej pamięci coś, co kiedyś było miłością
Jak dobrze zrozumiałem, że pragnąłem czasu
We właściwych proporcjach, starałem się go szukać
Przez chwilę zdawało mi się, że odnalazłem drogę
I gdy odkryłem przeznaczenie – ujrzałem że mi się wymyka"
"Egzystowanie? Czym ono jest?
Żyję najlepiej jak potrafię
Przeszłość jest częścią mojej przyszłości
Teraźniejszość wymyka się spod kontroli"
Co kiedyś było niewinnością, przekręciło się
Wisi nade mną chmura i znaczy każdy mój ruch
A głęboko w mej pamięci coś, co kiedyś było miłością
Jak dobrze zrozumiałem, że pragnąłem czasu
We właściwych proporcjach, starałem się go szukać
Przez chwilę zdawało mi się, że odnalazłem drogę
I gdy odkryłem przeznaczenie – ujrzałem że mi się wymyka"
"Egzystowanie? Czym ono jest?
Żyję najlepiej jak potrafię
Przeszłość jest częścią mojej przyszłości
Teraźniejszość wymyka się spod kontroli"
Houlihan
Nie wiem w sumie bo dobrze tego filmu nie pamietam...miał w tytule słowo samobójstwo i opowiadał o przewrotnym życiu pewnego słynnego ( dopiero po śmierci) pisarza z miasta planety Nowy Jork. Żył swobodnie, spotykał się z wieloma znajomymi którzy z czasem stali sie także sławnymi pisarzami a nastepnie wpadali w alkoholizm, podróżowali stopem, mordowali swoje żony... łaczył ich jazz lat 50 tych, alkohol, luzne marynarki i pisanie. I tak poeta nie dbajac o prace, pieniądze, ubezpieczenie itp. wiedzie żywot wolnego człowieka w dużym amerykańskim mieście. Pewnego razu się zakochuje. Poznaje zajebista kobietę z małego domku gdzies w jednej z tych potężnych dzielnic przedmieść miasta Nowy Jork (nie wiem czy to Queens czy Staten Island...a może Hoboken?). Wprawdzie zamieszkuje ona ze swoja dobrą przyjaciółką i obydwie ciężko pracują (chyba bo tego też nie pamietam)...Domek mieści się na małej uliczce gdzie wszystko jak to na przedmiesciach wygląda bliźniaczo... te same ogródki, te same samochody i w zasadzie ludzie też jacyś tacy podobni...Pisarz często ląduje u niej na noc... Kobieta ma depresje... On za to twardy nowojorczyk nie...ale do najszczęsliwszych tez nie należy.Jakoś razem dobrze im się współpracuje...dziwne.Przychodzi i zima i święta... Pisarz zostaje zaproszony przez kobiete do małego domu na wigilię. Zaprasza pisarza bo ma tą noc spędzić sama (przyjaciółka wychodzi na wigilie do świezo poznanego mężczyzny)... Pisarz obiecuje że będzie wieczorem i spędza najlepsze swięta swojego życia...będa pić portłajna i słuchać Charliego Parkera...obiecuje że nie zostawi jej samej.Niestety sprawa się dość komplikuje kiedy idąc na ową wigilię spotyka swojego kolege pisarza (tego co żone zastrzelił) przed jedną z brooklynskych knajp i ulega namowie wypicia z nim szybkiej kolejki która to przeradza się w ostre picie....pojawiają się kobiety etc etc...Pijany pisarz około 4 nad ranem uświadamia sobie że obiecał ta noc swojej kochanej i powinnien byc u niej dobre kilak godzin temu...zrywa się i wybiega na ulice po czym około 5 rano dociera do (świątecznie oświetlonego) domku. Drzwi otwiera zapłakana przyjaciółka kobiety i informuje pisarza iż jego luba popełniła samobójstwo kilka godzin temu...czekała.I tu z tego co pamiętam kamera unosi się do góry i pokazuje nam pisarza który wybiega na oświetloną księżycem uliczkę przed domem...podbiega do pierwszego lepszego samochodu, wybija szybe, odpala silnik i odjeżdża...opuszcza miasto.Dalej pokazuje się infromacja mówiąca nam że nigdy po tym incydencie do Nowego Jorku nie wrócił...spotkał innego pisarza (tego od skrzynki demona) i razem podróżowali po Stanach pomalowanym szkolnym autobusem...nasz pisarz został kierowca który był w stanie prowadzic na benzydrynie (tak to się pisze?) nawet po 4 dni... prawie z nikim nie rozmawiał...umarł w Meksyku zamarzając noca na torach...został okrzyknięty jednym z największych pisarzy pokolenia beatników.
niedziela, 30 grudnia 2007
Koncerty sylwestrowe na krakowskim rynku...
W przemyśle muzycznym są dwa rodzaje ludzi: artyści i artyści estradowi. Dla mnie różnica między nimi polega na tym, że artysta estradowy to ktoś, kto odpowiada za potrzeby swojej firmy czy potrzeby rynku. Tworzy swoje dzieła dostosowując się do tego, czego chcą ludzie. Natomiast artysta to ktoś, kto tworzy swoje dzieła, swoją muzykę, film, książkę, pisanie, dla własnej przyjemności. Gdy innym ludziom to się podoba, to fajnie, ale to nie jest najważniejsze. Artysta estradowy troszczy się głównie o to, jak sprzedać płytę jak największej liczbie ludzi, czego ludzie oczekują, to ja im to dam. Artysta zaś mówi: „co ja chcę stworzyć..., ja muszę stworzyć to..., ja nie chcę stworzyć tego... Och, zdaje się, że jeszcze komuś to się podoba, to fajnie. Jeśli spodoba to się milionowi ludzi, to nawet lepiej, ale to nie jest rzecz najważniejsza.
Steve Wilson z Porcupine Tree
To tak na wszelki wypadek... coby wszystko było w miare klarowne!
Steve Wilson z Porcupine Tree
To tak na wszelki wypadek... coby wszystko było w miare klarowne!
sobota, 29 grudnia 2007
Zdecydowany brak życia prywatnego...
Hmmm nie wiele zrobie przez te kilka wolnych godzin...
Przespać się musze po pracy to zapewne jakies 8-9 godzin...
Higiena...kilka dłuższych minut...
Jedzenie...jesli gotowe to godzina (bo trzeba liczyc dojscie do celu i powrót)...jeśli własne to 2-3 godziny....
Kawa i wszelkiego rodzaju rozkosze nią związane (papieros, książka, film?) jakies 30min do 2 godzin...max 3!
Potem musze się ubrac i wrócic do pracy...
Wkurwiam się na:
-kompletny brak pomysłu na prezent dla E.
-10 brazylijczyków (kto w branzy siedzi to wie do czego zdolna jest ta nacja, druga na liscie po ausie)
-wszechobecną nude w pracy...doprowadza mnie to do skrajnej rozpaczy...męczy bardziej niz rzucanie workami paszy w PGRze...
-zaparkowane samochody na chodnikach...
-notoryczny brak głosu w komputerze co zmusza mnie do słuchania polskiego radia :( świat reklam i muzyki popularnej) "Musi być jakiś sens poza muzyką dance i tłem wiec daj mi go zobaczyć"---->no kto to śpiewał?
-kot który wszystko rozpierdala po mieszkaniu i zamienia je jednocześnie pole minowe... (jedzenie, smieci itp. na podłodze)
-to że nie urodziłem się w Barcelonie albo Tokyo...
-to że mnie oczywiście na nic nie stać...(pomimo że pracuje?)
-zimno w mieszkaniu...do tego stopnia że para z ust w kuchni leci...
-ból zęba
-Olaf przejebany handlowiec z Allegro co mi Philipa Glassa juz miesiąc wysyła...i jak sie okazało wysałał na zły adres głąb jeden...weź że się chłopie do uczciwej roboty a nie wkurwiaj ludzi.
-no to co do góry...chroniczny brak czasu co ma tylko jeden plus...nie wydaje kasy a co za tym idzie nie mam takich duzych długów!
Przespać się musze po pracy to zapewne jakies 8-9 godzin...
Higiena...kilka dłuższych minut...
Jedzenie...jesli gotowe to godzina (bo trzeba liczyc dojscie do celu i powrót)...jeśli własne to 2-3 godziny....
Kawa i wszelkiego rodzaju rozkosze nią związane (papieros, książka, film?) jakies 30min do 2 godzin...max 3!
Potem musze się ubrac i wrócic do pracy...
Wkurwiam się na:
-kompletny brak pomysłu na prezent dla E.
-10 brazylijczyków (kto w branzy siedzi to wie do czego zdolna jest ta nacja, druga na liscie po ausie)
-wszechobecną nude w pracy...doprowadza mnie to do skrajnej rozpaczy...męczy bardziej niz rzucanie workami paszy w PGRze...
-zaparkowane samochody na chodnikach...
-notoryczny brak głosu w komputerze co zmusza mnie do słuchania polskiego radia :( świat reklam i muzyki popularnej) "Musi być jakiś sens poza muzyką dance i tłem wiec daj mi go zobaczyć"---->no kto to śpiewał?
-kot który wszystko rozpierdala po mieszkaniu i zamienia je jednocześnie pole minowe... (jedzenie, smieci itp. na podłodze)
-to że nie urodziłem się w Barcelonie albo Tokyo...
-to że mnie oczywiście na nic nie stać...(pomimo że pracuje?)
-zimno w mieszkaniu...do tego stopnia że para z ust w kuchni leci...
-ból zęba
-Olaf przejebany handlowiec z Allegro co mi Philipa Glassa juz miesiąc wysyła...i jak sie okazało wysałał na zły adres głąb jeden...weź że się chłopie do uczciwej roboty a nie wkurwiaj ludzi.
-no to co do góry...chroniczny brak czasu co ma tylko jeden plus...nie wydaje kasy a co za tym idzie nie mam takich duzych długów!
wtorek, 25 grudnia 2007
:((((
Dead state I can feel the weight
Light streaming in through an open grate
Two thread score tearing up the floor
Out in the alley with the trigger draw
Numb hands I can see the strand
Hold it together with a severed ban
Three lost years I've been crying here
I'm over, I'm over, I'm over, I'm broken
Strung out with wings of the dawn
Hole in the black soul in the storm
Torn down through the cracks in the dark
We're miles adrift we're inches apart
I'm hit I can feel the grit
Sat in the asher on the beaten brick
Two thread main running through the vein
Out in the centre with a mirrored cane
Numb feet I can hear you speak
Hold it together with a severed streak
Three lost years I've been crying here
I'm over, I'm over, I'm over, I'm broken
Strung out with wings of the dawn
Hole in the black soul in the storm
Torn down through the cracks in the dark
We're miles adrift we're inches apart
Stood up on the side og the earth
Thrown back to the track to the dirt
Two thread lose an hour a day
We're miles adrift, we're inches away...
Hold it together with a severed bank
Can't feel the blood
Light streaming in through an open grate
Two thread score tearing up the floor
Out in the alley with the trigger draw
Numb hands I can see the strand
Hold it together with a severed ban
Three lost years I've been crying here
I'm over, I'm over, I'm over, I'm broken
Strung out with wings of the dawn
Hole in the black soul in the storm
Torn down through the cracks in the dark
We're miles adrift we're inches apart
I'm hit I can feel the grit
Sat in the asher on the beaten brick
Two thread main running through the vein
Out in the centre with a mirrored cane
Numb feet I can hear you speak
Hold it together with a severed streak
Three lost years I've been crying here
I'm over, I'm over, I'm over, I'm broken
Strung out with wings of the dawn
Hole in the black soul in the storm
Torn down through the cracks in the dark
We're miles adrift we're inches apart
Stood up on the side og the earth
Thrown back to the track to the dirt
Two thread lose an hour a day
We're miles adrift, we're inches away...
Hold it together with a severed bank
Can't feel the blood
Subskrybuj:
Posty (Atom)